Wieczór z winem – FOTO

Niedzielny wieczór upłynął Dodzie pod znakiem własnoręcznie przygotowanego jedzenia oraz… wina ;)


Maryla Rodowicz w najnowszym wywiadzie dla Gazeta.pl wypowiedziała się po raz kolejny na temat Dody:

Wizualizacje, kostiumy, tancerze – to koszty, które często się nie zwracają. Pamiętam, jak pojechałam z synem na koncert AC/DC do Belgradu kilka lat temu. Ile tam było pirotechniki! Wróciłam i mówię do mojego menedżera: “Bogdan, od jutra gramy z pirotechniką”. Bogdan znalazł firmę, zagraliśmy letnią trasę, było dużo efektów, buchał ogień, paliła się podłoga. Ale jak mnie podliczył… Mówię: “Bogdan, prawie nic nie zarobiłam”. A on na to: “No, ale chciałaś pirotechnikę!”. I tak się skończyła moja przygoda z pirotechniką.

Doda robi takie koncerty. Lubi pani Dodę?

- Poznałyśmy się cztery lata temu, przed wspólnym koncertem sylwestrowym w Łodzi. Robiłyśmy próby muzyczne, razem wybierałyśmy repertuar, wymyślałyśmy kostiumy. Potem była u mnie ze dwa razy na kolacji… Lubię Dodę.

I uprzedzę pani pytanie o jej konflikt z Agnieszką Szulim. Nie wiemy i się pewnie nie dowiemy, co się działo w tej łazience. Ale pamiętam program, w którym Szulim rzucała w przechodniów wyciętą, kartonową Dodą. Złapał, nie złapał, “o, nie jesteś fanem”. To było okrutne. Doda zrobiła sobie krzywdę. Spadła na plecy ze sceny, wylądowała w szpitalu. Nie można szydzić z nieszczęścia, z choroby. To oburzające i nieeleganckie. No, ale media tak schamiały… I to jest postępująca choroba. W tej chwili można jechać bezceremonialnie po każdym, i to tak wulgarnie, poniżej pasa.